Forum internetowe dla równych i równiejszych

Mecenasowi Romanowi Giertychowi zapewne odpowiada dzielenie obywateli na równych i równiejszych sądząc po jego samozadowoleniu po ostatnim wyroku Sądu Najwyższego, który wywrócił do góry nogami zasady odpowiedzialności za komentarze na forach internetowych. Innej racji na poparcie tego werdyktu nie znam, bo idzie on pod prąd przepisom. Utrwalenie takiej „linii orzeczniczej” grozi znaczącymi komplikacjami dla wielu biznesów hostingowych.

O co chodzi: Roman Giertych pozwał wydawcę „Faktu” za hejterskie komentarze pod tekstem „Giertych chce odebrania immunitetu Kaczyńskiemu”. Jego zdaniem wpisy użytkowników forum są tym samym co „listy do redakcji”, czyli podpadają pod prawo prasowe, a w konsekwencji wydawca ponosi za nie odpowiedzialność. Tydzień temu Sąd Najwyższy przyznał mu rację. Nie znamy jeszcze pisemnego uzasadnienia, ale z informacji prasowych wynika, że sąd stwierdził, iż „ciężar dowodu spoczywa na portalu”. Sprowadza się to do wniosku, że administrator forum internetowego powinien „sam z siebie” wiedzieć o hejterskich wpisach i reagować na nie nawet bez zgłoszenia poszkodowanego.

Takie postawienie sprawy jest oparte na dość przewrotnej i – moim zdaniem – błędnej argumentacji. Zdaje się, że Sąd zgrabnie „ominął” ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną [„UŚDE”], która od 14 lat jest filarem w działalności portali internetowych i która sprawia, że do dziś nie poszły one z torbami pod naporem roszczeń finansowych. Prawdopodobnie (bo czekamy na uzasadnienie) Sąd zastosował „wprost” kodeks cywilny, który – jeśli czytamy go w oderwaniu od innych przepisów – zastawia na administratora forum sidła prawne. Otóż w „normalnych” sprawach o dobra osobiste to na pozwanym (tu „Fakt”) ciąży tzw. „domniemanie bezprawności”. Pozwany, aby oczyścić się z zarzutów musi się gimnastykować, aby wykazać, że jego działania nie były bezprawne.

No a jak on się może gimnastykować bez ustawy? Przecież wyłączyć administratora forum spod przepisów UŚDE to tak, jakby wybić zęby bokserowiJ

Zasada z UŚDE jest dość prosta:
Art. 14 UŚDE mówi, że „nie podlega odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego (…) nie wie o bezprawnym charakterze danych (…), a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości (…) niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

Jednym słowem – dopóty dopóki portal nie ma wiedzy o hejcie, to nie odpowiada.

I dalej, chyba jeszcze ważniejszy art. 15 UŚDE, który jasno potwierdza, że portal nie ma obowiązku premoderacji i stosowania cenzury prewencyjnej, tj. „nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych przez niego danych…”

Jeśli oba te przepisy złożymy w całość to oczywiste jest, że dopiero zawiadomienie od poszkodowanego jest tym momentem, w którym administrator dowiaduje się o hejcie.

No bo jak inaczej portal może „wiedzieć” sam z siebie? Wpisów na forach są setki tysięcy i zasadniczo, aby spacyfikować cały hejt należałoby posadzić przy komputerach armię ludzi. Kto za to zapłaci? A skoro nie da się moderować wszystkich wpisów, to z jakiej racji Pan Mecenas Giertych ma być traktowany lepiej od innych? Czy z faktu, że Roman Giertych jest Romanem Giertychem wynika, że akurat na niego lub np. na tzw. „klasę polityczną” administrator powinien mieć większe baczenie niż na dajmy na to lekarza z Piekar Śląskich obsmarowanego przez anonimowego użytkownika?

W imię jakiej racji duży portal internetowy obracający milionami wpisów użytkowników ma „dowiedzieć się” bez stosownego pisma o problemie Romana Giertycha, a „nie dowiedzieć się” o problemie lekarza z Piekar Śląskich?

Tak, jest to traktowanie nierówne, a w konsekwencji niesprawiedliwe.

Przepis art. 14 UŚDE jest sformułowany a contrario – „nie podlega ….”. Takie odwrócenie konstrukcji odpowiedzialności ma na celu zaakcentowanie prymatu zasady (brak odpowiedzialności) nad wyjątkiem (brak reakcji na zgłoszenie). Tym się właśnie różni rola neutralnego z założenia dostawcy narzędzi – „service providera” od aktywnego w udostępnianiu dostawcy treści – „content providera”.

Jeśli administrator forum działa zgodnie z ustawą (UŚDE), to jego działania nie są bezprawne, a w konsekwencji obalane jest „domniemanie bezprawności” naruszenia dóbr osobistych, na które powołał się Sąd Najwyższy.

Dlatego orzeczenia SN zrozumieć nie sposób. Co więcej – UŚDE reguluje cały hosting, nie tylko fora. Na tej samej zasadzie odpowiadają dostawcy usług przechowywania danych, plików, zdjęć itp. itd. Tworząc regulujące hosting przepisy Amerykanie (w dużym skrócie np. Digital Millennium Copyright Act (DMCA), Europejczycy (Dyrektywa 2000/31/WE z dnia 8 czerwca 2000 r.) i Polacy (UŚDE) wychodzili z założenia, że człowiek z natury jest dobry, a narzędzia technologiczne służą postępowi i ułatwianiu życia. Jeśli zdarzają się aberracje, to raczej jako wyjątek od reguły, a nie odwrotnie. To jak z nożem – można nim kroić chleb, a można zabić, tylko czy z powodu przestępstwa mamy zamykać fabrykę noży?

Niestety w ostatnich latach coraz większa presja na sądy sprawia, że podobne orzeczenia zaczynają pojawiać się coraz częściej – np. podobna w duchu sprawa Delfi vs Estonia, rozstrzygnięta w 2013 r. przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (skarga nr 64569/09) na korzyść „obsmarowanego” kosztem administratora forum w przypadku zbliżonym do sprawy Romana Giertycha.
http://www.rp.pl/…/1060538-Czy-to-koniec-komentarzy-w-Inter…

Trudna to sprawa, gdy prawo odkleja się od realiów rozwoju technologii i tzw. „społeczeństwa informacyjnego”.

Tomasz Ejtminowicz